Setus- krótkie info ;]

środa, 19 lipca 2017

Szanti foto


 fot.NataszaMikulska
Radosny grubasek rośnie i rośnie, a my wciąż zastanawiamy się kogo nam przypomina :p I na prawdę ciężko stwierdzić, bo dzielimy ją na kawałki :p uszy spaniela, charakter teriera a ciałko Reksia :p
Jednak nasze spacery, kiedy wychodzę z dwoma wyglądają całkiem ciekawie i już zdążyłam odwyknąć od tego ,że co chwilę ktoś się zatrzymuje i otrzymuję milion pytań :p Zresztą, kiedy Set był szczeniakiem ludzie rzadziej zagadywali, ale może to dlatego ,że na przestrzeni kilku lat się panuje i  zmieniłam moją groźną mimikę twarzy, w trakcie spaceru :p
Seto okrzyknięty jest  "mamą ze ślicznym pieskiem" "przepraszam ten mały to będzie też taki duży jak ten " było nawet już ..."ooo dwa bordery ;) "  czy też "zobacz ten mały wygląda jak taki Reksio z bajki :p "  Generalnie wszyscy z niewyjaśnionego powodu rozpływają się nad Szantą ....a tylko ja wiem ..... kim ona jest naprawdę 😮😜😈
Szanti czyli , mały piesek z humorami.  Diabeł, złośnica, sucza.
Zdecydowanie te 6 lat to za duża przerwa w tym "psim macierzyństwie " i widzę jak wiele rzeczy myślałam, że pamiętam odnośnie "instrukcji obsługi"  szczeniaka a jak bardzo się myliłam.
Coś mi się wydaje ,że z tą panną będę miała trochę więcej pracy niż z moim dużym bro kumplem :p no ale damy radę. Bo jak  nie my to kto :p
A gdy nie broi to po prostu miód, cukier i boli ząbki  ❤

sobota, 1 lipca 2017

Kundelniespodzianka - Szanti witamy w domu !

Przekorny los :p  - bo tak mogę określić to co ostatnio wydarzyło się u mnie w życiu. W pierwszej kolejności musiałbym chyba zaznaczyć, że na chwilę obecną nie planowałam drugiego psa. Nie tak na poważnie bynajmniej. Nie w tym momencie, miałam już inne plany i takie tam pierdoły.
 I tak się potoczyło ,że w pewien piątkowy wieczór zobaczyłam na facebooku udostępniony post o maluchach porzuconych wraz z matką. Sunia miała, aż 9 szczeniaków i znajdowała się kilka miejscowości od mojej, a na tamtą chwilę domu szukały 4 suczki -  trzy kudłate i jedna gładka. Czarne, brązowe, w ciapki, bez ciapek i ta mała biała Panda :)
foto ze strony http://www.zw.pl/news/szczeniaki-do-adopcji-,134816
 Coś mną drgnęło, kilka telefonów i w poniedziałek jechałam już po małą. 
A wszystko potoczyło się tak szybko,że sama jeszcze do końca nie byłam pewna, co ja robię :p
Pierwotnie Panda ala Pandzia , przeszła jednak transformację na Shanti czyt. Szanti, iż gdyż lepiej się woła i jest bardziej dźwięczne. 
Tak oto , mieszka z nami mała, biała świnka, która jest wielką niespodzianką, ponieważ nie mamy pojęcia co z niej wyrośnie.  I niech was nie zwiodą te ślepka ale to el czupakabra w ciele szczeniaczka. 
Ja mam tylko nadzieję ,że nie wyrośnie z niej mała świnka na grubych nóżkach :p ale nawet jeśli to, w tym wypadku biało-czarnemu a nie czarno białemu się wybaczy ;) 
fot.collakowa
Swoją drogą epizody związane z kwestią drugiego psa są dość poplątane.
Zawsze zaklinałam ,że nie wyobrażam sobie żeby drugi pies nie był borderem. Serio. 
Kiedy Seto miał dwa lata ubzdurałam sobie ,że tym razem chciałbym jakiegoś krótkowłosego worka. Na szczęście szybko mi  przeszło i zostałam przy tym ,że kolejny border to będzie również puszek, coś w typie Seta. Kolor ? -nooo wypadałoby ,żeby czarnobiały ale eh pokochałbym co by nie było :p
Tak czy inaczej jakoś dwa lata temu wyszła moja ukryta miłość do płaskoryjców, jednak mopsy to zdecydowanie nie to czego szukam, wiec wybór padł na boston terriera. Zaczęłam szukać hodowli, znalazłam i wtedy.... obudziłam się ze snu pt " co ty robisz kobieto, pamiętaj border" a miałam już nawet wybrane imię :p.  
Faza na drugiego psa minęła , aż znowu zaczęłam zagłębiać się w borderowe hodowle czując lekka nutkę irytacji na sam fakt ,że im więcej wiem i im więcej hodowli tym gorzej jest sobie znaleźć konkretny miot,który by mi się spodobał. Zwłaszcza  ,że ostatnimi  czasy mam wrażenie,że panuje jakaś dziwna moda na robienie miotów z "tru super worków" bo cała reszta borderów jest fe i już się nagle nie nadają do sportów......ale to już z bólów innej kategorii. 
Po skapitulowaniu przestałam znowu myśleć o drugim psie,aż do momentu gdy,  pewnego dnia wybrałam się wreszcie pierwszy raz do schroniska obok mojego miasta. 
I coś pękło, zwłaszcza gdy zobaczyłam tam pewną suczkę.  Widać było ,że dłużysz pobyt w schronisku nie będzie jej służyć. Nie miała co ze sobą zrobić. Skakała z budy na dół , z podłogi na budę i tak w kółko. Następna wizyta w schronisku odbyła się już wraz z Setem. 
Nie wiem wtedy co poszło nie tak, może zbyt chaotycznie.  Psiaki nie chciały się dogadać. Pan, który z nami rozmawiał powiedział ,że ogólnie mocna z niej suka. Mimo wszystko ja sama w głowie miałam wtedy sieczkę i czułam się po prostu pusto kiedy wracałam do domu jednak bez niej. Dużo sobie zarzucałam, że za szybko, że nie tak, że przecież nie muszą od razu na siebie merdać, bałam się o mojego młodszego brata, ponieważ jak się również dowiedziałam w późniejszej rozmowie, sunia wróciła do schronu drugi raz ponieważ za pierwszym razem ruszyła na dziecko. Możecie sobie wyobrażać lub nie jak podle się wtedy czułam, praktycznie nie mogłam się na niczym innym skupić. I muszę przyznać ,że to nie był łatwy okres dla mnie. Kilka razy chciałam wrócić do schroniska spróbować jeszcze raz, ale kiedy inni nie popierają i słyszy się nie bo , też nie jest łatwo. 
Historia jednak skończyła się szczęśliwie , bo przy kolejnej  wizycie w schronisku w innym celu dowiedziałam się, że sunia została zaadoptowana i biega sobie szczęśliwie na wsi u jakiejś rodzinki :) Nie ma tego złego ,a ja przynajmniej mogę spać spokojnie , bo trochę mi ona namieszała. 
 fot.collakowa
A wracając do Shanti , to mam nadzieję ,że będzie się zdrowo chować i potem zobaczymy co to wyrośnie z tej małej świnki. 
Pozdrawiam i zapraszam oficjalnie już na bloga o Secie i Shanti :) !  


ps: następny to już będzie border ....na pewno 😜

niedziela, 4 czerwca 2017

codzienności

fot.Agata Apolinarska
W złych czasach na początku tego roku ,gdy wiał zimny wiatr i wszyscy z nadzieją oczekiwali już przyjścia nieśpieszącej się wiosny :p wybrałam się na jeden z owczych treningów z Zee i Weroniką. (ah te priorytety w psim świcie :p, dopiero po ponownym odczytaniu tej notki zobaczyłam ,że najpierw wymieniłam PIES a później dopiero CZŁEK ;) ale okej jedziemy dalej ) Zee dla niewtajemniczonych  to ten borderek na zdjęciu z poprzedniego posta. A za to na fotce niżej zazdrosny pan Set biegnie pomóc mi w obronie przed głaskaniem Zee.

 Tak czy inaczej na trening wybraliśmy się tym razem również z panem S !
 Zawsze mówiłam ,że jak już uda nam się wybrać na owce to mogę umierać..... szczerze to cofam, bo z chęcią przejadę się z burasem jeszcze raz.
 tak wygląda pies, który jest ready 😉
 Mistrz z niego nie będzie 😄 ale niech się chłopak cieszy, że ma władzę nad baranami.
Natomiast reszta naszej egzystencji upłynęła nam pod znakiem spacerów
tych większy (od lewej : Blue, Lucy, Sarcia, Seto , Holy ,Zee a także  Abi , Denis i Brutus, którzy nie załapali się na grupowej fotce)  
tych mniejszych
i tych tylko w pakiecie sztuk. dwie :)
A kiedy pogoda zaczęła nam dopisywać wzięłam sobie za punkt by jak najczęściej chodzić z Setem nad jezioro w ramach ćwiczeń. 



I tak sobie pochodziliśmy raz, drugi trzeci, aż w końcu przy wczorajszym pływaniu przeciął sobie dwie łapy...... teren sprawdzałam, wszystko było pozornie okej, sama latałam tam na boso. Tym bardziej ręce mi już opadają  na wszystkich tłukących bez celu butelki. Komentarz zbędny a my mamy powtórkę z rozrywki, tym razem poszedł napęd na przednią prawą i tylną lewą, więc teraz tylko do zagojenia.  A na dokładkę wszystko stało się w sobotę w godzinach późno popołudniowych więc i tak już był szał odnośnie dodzwonienia się do jakiejś kliniki. Na szczęście pewna Pani weterynarz z naszej okolicy przyjechała dla nas do swojego gabinetu 💚

 

czwartek, 16 marca 2017

Proszę, szanujmy się .....

*pragnę zaznaczyć na wstępie ,że osoby wrażliwe nie powinny tego czytać. W treści zostały użyte wulgaryzmy typu : kupa , dupa 😈 Zapraszam i życzę miłego czytania 😝
Zaczynając mniej pogodnie to jakkolwiek by nie spojrzeć, z każdej strony w psim światku śmierdzi jakimś problemem mniej lub bardziej poważnym. Hejty, pseudo hodowle, nieodpowiedzialni właściciele , zbyt nadgorliwi właściciele etc. iiiii ta śmierdząca sprawa czyli kupy.  Luuuudzie tyle jest hejtu na osoby niezapsione o co oni właściwie tyle  czepiają się tych naszych piesków. Ale też my z tego "drugiego obozu" .Ile razy trzeba wysłuchać  wyzwisk jakie to te nasze psy brudne , śmierdzące i niszczycielskie.
Rozumiem jedną i drugą stronę , no dobra próbuję zrozumieć :p bo bardziej mi do tej drugiej  ale tak! Istnieją ludzie którzy nie lubią psów z różnych przyczyn i trzeba z tym żyć , pogodzić się i przetrawić te krzywe spojrzenia gdy idziemy sobie luzem z naszą "krową bez łańcucha " Co w żaden sposób nie tłumaczy chamskich zachować co poniektórych , bo również da się psów nie lubić i elegancko nie ingerować w temat.
Przechodząc do sedna to na linii tych dwóch grup nagle pojawia się
 złoty temat kupa:
 Oczywiście o to między innymi w moim mieście toczy się wiele sporów na forach internetowych jeśli tylko wyjdzie jakiś psi temat .  Od razu psiarze obrzuceni są całym tym gównem o niesprzątaniu po swoich psach , druga strona odpowiada no i tak w kółko ,wszyscy się fajnie bawią.....  (od razu zaznaczam ,że nie generalizuję)  ale skądś się to bierze.....    Jak więc  mamy oczekiwać szacunku (mówię tu w imieniu my- psiarze ) od innych jeśli sami się nie szanujemy.  Serio te kupy nie przeszkadzają tylko tym wszystkim "wścibskim" bez psów, ale chyba każdemu z nas milej wyjść sobie  z swoim pupilem na czystą trawę aniżeli łazić po polu minowym.  Idziesz sobie z psem na trening do miasta i musisz uważać ,żeby czasem na trawie podczas zabawy nie poślizgnąć się na czymś ciekawym.  Już nie mówię nawet o samych trawnikach, ale kurczę . Jak można nie posprzątać w środku miasta na chodniku ?! Bywają sytuacje ,że się nie da , coś coś ale jakiś czas temu stoję sobie na przystanku  i widzę jak perfidnie naprzeciwko ulicy stoi sobie młoda ;  lekarzem nie jestem ale ze wstępnej analizy-  zdrowa kobietka  , a jej 40 kilogramowy pies sra  na środku chodnika. Stoi chwilę patrzy , gada przez telefon i idzie dalej.  Później idziesz sobie ze swoim psem przez miasto,  ty uważasz na niespodzianki więc pół biedy ale pies już nie bardzo.  Lżej tego opisać się nie da , sorry.
Wina nie zawsze leży jednak po stronie psiarzy , bo  ręce opadają gdy w pobliżu nie ma żadnego kosza na śmieci.
Ogólnie rzecz biorąc ,nie chodzi mi teraz o lincz na psiej społeczności , ale jak mają o nas mówić inni jeśli sami się nie szanujemy. Wychodzimy z naszymi psami na to siku/kupa przeważnie w to samo miejsce, po części nasz mały kawałek domu . Nie lepiej trochę o nie zadbać?! Z szacunku do samego siebie.

Druga sprawa jest znacznie cięższa bo dotyczy węższego grona.( Dam, dam, dam, .....
Psiarz versus psiarz . 
Czyli jak zniszczyć piękny , dzień gdy świeci słońce a  ptaszki śpiewają....
 Takich sytuacji jest wiele ale przytoczę sobie naszą ostatnią przygodę.
Idę sobie po polu i oczywiście już  z daleka wiem czym mi tu pachnie.  Pytajcie.  Nie wiem , to się po prostu czasem wyczuwa. Biegnie do nas radosny el lablador. Super fajnie . Cieszy się wyszedł na dwór , właścicielka napiernicza nordic walking milion metrów od psa. No generalnie  sielanka bo pani wróci wybiegana a i pies też  ;) ale ludzie błaaaagam nie psujcie spaceru też innym. Rozumiem ,że psiak radosny oczywiście standard "on chce się tylko przywitać " ale nigdy nie wiecie czy drugi pies (a w  takich sytuacjach i właściciel ;) ) też tak bardzo chce się przywitać.
 Set nie zaczepia innych psów,olewa je chyba ,że inny jest bardzo nachalny lub sobie grabi to potrafi się odezwać na swój samczy sposób.    Jednak tu nawet nie chodzi sytuację " ął ęł " ;bo mój rasowyyyyyy ; bo mój jest bardziej wychowany to może , a pani niech swojego w takim razie trzyma na smyczy a a co!  no. okej .
Ale w sytuacji gdzie obie osoby kroczą sobie przez pole gdzie psy mają luuzz, każdy jest wolny. Wszyscy są równi ;) moglibyśmy się szanować , chociażby ze względów bezpieczeństwa.
Niestety to tylko zwierzęta i nie wiadomo jak na siebie zareagują . Zresztą nie tylko zwierzęta ......  ale  kto nigdy nie chciał nikomu przydzwonić, z różnych okoliczności losowych  niech pierwszy rzuci kamieniem :p Tak wiec trzeba mieć czasem ograniczone zaufanie do swojego psa.
Już dawno dawno temu ,spotkała mnie sytuacja gdzie  z moim podrostkiem na spacerze ,  bezpański psiak wielkości mojego podszedł do nas i ni z tego, ni z owego rzucił się na Seta.
 Tak więc ,owa przytoczona pani  ani me ani be ani pocałuj mnie w dupę . Idzie dalej , pies biegnie w naszą stronę . A kultura by się przydała . Dlaczego tylko jedna z osób ma "fatygować" się i zapinać swojego psa na smycz ? O ile łatwiej byłby zapiać oba psy , kulturalnie się minąć i lecimy dalej na nasz super spacer. NIE bo po co .
Można też zapytać  , "czy mogą się pobawić" . O ile byłoby łatwiej.
  Niestety najczęściej jednak jest to wina  właściciela , który nie potrafi upilnować bez smyczy swojego psa.
Nie wiem jak zostanie odebrany post ale mam nadzieję ,że nie pod kątem  : baba jest chamska , przeszkadza jej cały świat i ogólnie ma chimera w dupie ...;) ale we wspomnianej kwestii jest  prosta sprawa -  bezpieczeństwo.
 Psy są różne , albo się dogadają albo im coś pyknie nie w tę dziurkę. I naprawdę nie chciałabym się znaleźć w centrum walki dwóch 30 kilogramowych psów .W tym wypadku moja reakcja byłaby inna i zapewne dziecka , które można podstawić do tej sytuacji.  Idzie sobie takowe  ze swoim psem na smyczy i podbiega do nich inny bo pani/u nie chce się na chwile zapiąć smyczy .   Psy się żrą , adrenalina , a mały właściciel w impulsie rzuca się do ich rozdzielania z obawy ,żeby jego pupilowi nic się nie stało . Tragedia gwarantowana.
Kolejna  sytuacja pt " mój jest mały więc może biegać luzem a pani jest duży wiec powinna go pani trzymać na smyczy... "witki więdną na samą myśl o zagłębianiu się w temat więc nie ciągnę dalej tematu .
 iiiii ostatnie żale na dziś.....
Zero community -  integracji , kultury ,jakkolwiek to nazwać . Nie wiem ale naprawdę ...; może niektórzy stwierdzą ,że potrzeba mi maść na ból tyłka ;ale   tak jak fajnie jest mieć swoje grono "psich" ludzi i jest wszystko okej . Masz swoją paczkę , wszystko dobrze dopóki nie wchodzi ktoś nowy , albo z "wrogiego obozu". Trzeba znaleźć słabszą , nieobcykaną w internetach ofiarę , zjechać do parteru i pokazać kto rządzi w tym internecie niczym cesar millan. yyeeah skasowany. Róbmy screeny bo zaraz coś zniknie 😱😱!
Dyskusje internetowe są fajne  , też lubię czasem zasiąść z popcornem i poczytać post pod którym jest więcej niż 60 komentarzy ;) ....ale są pewne granice...smaku. Bo owszem można sobie poczytać ciekawą wymianę zdań ale czasem wolałabym wiedzieć mniej i nie czytać o prywatnych brudach wyciąganych na tak szeroki zasięg. Ludzie się chyba trochę zapomnieli.  W internecie nic nie ginie a pewne informacje raz przeczytane będą krążyć w obiegu  , taka natura człowieka. Zanim więc  coś napiszemy można zastanowić się chwilę dłużej , ugryźć w język albo umówić  pod żabką i dać sobie po jednym ;)
A jako ,że siedzę w borderowym światku jakiś czas to muszę nawiązać do grupy na fejsie .Szczerze mogę przyznać się  ,że grzeszę ale rzygam już dramami na  borderowej grupie na facebooku - i tak wiem jak mi się coś nie podoba to mogę spadać. Jednak podziękuję i zostanę , bo jest tam również wiele mądrej treści , zdjęć i różne głupotki . Więc czego ja się tu czepiam  !?
Tego ,że wrażenie jest takie jakby każdy patrzył na siebie wilkiem i musiał udowodnić swoją mądrość.
Nie można napisać luźnego komentarza, trzeba przeanalizować jego treść , skonsultować z doktorem nauk  . bo zaraz w dyskusji znajdzie się ktoś kto nie przyswoi twojego argumentu a doczepi się do pisowni , literówki i ogólnie hihih ty debilu kup sobie słownik. Ja nie mówię ,że mamy srać wszędzie różowymi kwiatkami ale grzeczniej też można . Kwas zżera od środka. :)
Pozdrawiam i przemyśleń życzę , chociaż  pewnie znajdzie się ktoś kto stwierdzi ,że się mądruje :p .
 piękne nie kwaśne fotki poczyniły -  fot. DFP  , Maria-Juraszek-Fotografia-Amatorska ,paulinakoniecznafoto

poniedziałek, 27 lutego 2017

Up , up !

Chociaż tyle dobrego z tego 2017 roku ,że zaczął się on naszym wspięciem na osobisty Mount Everest. Tak ....wreszcie tam weszliśmy , mogę odhaczyć  jedną z trzech  rzeczy , które przyrzekłam sobie zrobić prędzej czy później.
Tadam!
Proszę państwa przedstawiam Wam  up, up . Sztuczkę ,która swoje początki pamięta z 2013 roku. Serio, nie ściemniam , zalążki nauki pojawiły się jeszcze w naszej starej miejskiej chacie i tłumaczyłam sobie ,że może nie mamy odpowiedniej ilości miejsca.
A teraz mogę powiedzieć : Uf , co to był za szczyt. Nie wiem kto był bardziej do dupy przy nauce tej sztuczki :p  ,  mój pies , czy moje beznadziejne naprowadzanie.
Zaczęło się niewinnie, cofanie na wysoki przedmiot. Coraz wyżej i wyżej a potem ryp. Pan S mylił sztuczkę z podnoszeniem tylnej łapki. A ja musiałam zmienić tory i swoją wizję nauki  by ukierunkować burka.  I tak próbowałam, próbowałam i lipa. Odpuściliśmy sobie i powracaliśmy  do ponownego zmierzania się z potworem w dłuższych odstępach czasu. I z tą częstotliwością dojechaliśmy do 2017 roku ! Woho .
Ta sztuczka zagięła mnie na tyle ,że obiecałam sobie w nagrodę psa ,jeśli tylko Seto zdoła się jej nauczyć ;) no tak....
za każdym razem gdy już myślałam ,że pyknęło cofaliśmy się o dwa kroki do tyłu. Tak w skrócie : używaliśmy książek,kaset, kartonów , aż w końcu pies skumał gdy do gry weszły moje dłonie na których musiał utrzymać się pionowo. (Początkowo chciałam napisać jak udało mi się go tego nauczyć ale niestety już dwa razy kasowałam , bo ta  "instrukcja" w moim wykonaniu nie miała ani ładu , ani składu. Być może ,że ten proces w naszym wykonaniu był bardzo skomplikowany :p ....bardzo trudno mi to wytłumaczyć bez gestykulacji. )
Jednak finalnie mogę mogę wreszcie napisać tak , wreszcie umiemy up up ! A więc teraz idziemy podbijać kolejne szczyty.
Pozdrawiam Paulina :) i zostawiam Was z tym pięknym zdjęciem ! Wreszcie .....
fot. Maria-Juraszek-Fotografia-Amatorska