Setus- krótkie info ;]

czwartek, 16 marca 2017

Proszę, szanujmy się .....

*pragnę zaznaczyć na wstępie ,że osoby wrażliwe nie powinny tego czytać. W treści zostały użyte wulgaryzmy typu : kupa , dupa 😈 Zapraszam i życzę miłego czytania 😝
Zaczynając mniej pogodnie to jakkolwiek by nie spojrzeć, z każdej strony w psim światku śmierdzi jakimś problemem mniej lub bardziej poważnym. Hejty, pseudo hodowle, nieodpowiedzialni właściciele , zbyt nadgorliwi właściciele etc. iiiii ta śmierdząca sprawa czyli kupy.  Luuuudzie tyle jest hejtu na osoby niezapsione o co oni właściwie tyle  czepiają się tych naszych piesków. Ale też my z tego "drugiego obozu" .Ile razy trzeba wysłuchać  wyzwisk jakie to te nasze psy brudne , śmierdzące i niszczycielskie.
Rozumiem jedną i drugą stronę , no dobra próbuję zrozumieć :p bo bardziej mi do tej drugiej  ale tak! Istnieją ludzie którzy nie lubią psów z różnych przyczyn i trzeba z tym żyć , pogodzić się i przetrawić te krzywe spojrzenia gdy idziemy sobie luzem z naszą "krową bez łańcucha " Co w żaden sposób nie tłumaczy chamskich zachować co poniektórych , bo również da się psów nie lubić i elegancko nie ingerować w temat.
Przechodząc do sedna to na linii tych dwóch grup nagle pojawia się
 złoty temat kupa:
 Oczywiście o to między innymi w moim mieście toczy się wiele sporów na forach internetowych jeśli tylko wyjdzie jakiś psi temat .  Od razu psiarze obrzuceni są całym tym gównem o niesprzątaniu po swoich psach , druga strona odpowiada no i tak w kółko ,wszyscy się fajnie bawią.....  (od razu zaznaczam ,że nie generalizuję)  ale skądś się to bierze.....    Jak więc  mamy oczekiwać szacunku (mówię tu w imieniu my- psiarze ) od innych jeśli sami się nie szanujemy.  Serio te kupy nie przeszkadzają tylko tym wszystkim "wścibskim" bez psów, ale chyba każdemu z nas milej wyjść sobie  z swoim pupilem na czystą trawę aniżeli łazić po polu minowym.  Idziesz sobie z psem na trening do miasta i musisz uważać ,żeby czasem na trawie podczas zabawy nie poślizgnąć się na czymś ciekawym.  Już nie mówię nawet o samych trawnikach, ale kurczę . Jak można nie posprzątać w środku miasta na chodniku ?! Bywają sytuacje ,że się nie da , coś coś ale jakiś czas temu stoję sobie na przystanku  i widzę jak perfidnie naprzeciwko ulicy stoi sobie młoda ;  lekarzem nie jestem ale ze wstępnej analizy-  zdrowa kobietka  , a jej 40 kilogramowy pies sra  na środku chodnika. Stoi chwilę patrzy , gada przez telefon i idzie dalej.  Później idziesz sobie ze swoim psem przez miasto,  ty uważasz na niespodzianki więc pół biedy ale pies już nie bardzo.  Lżej tego opisać się nie da , sorry.
Wina nie zawsze leży jednak po stronie psiarzy , bo  ręce opadają gdy w pobliżu nie ma żadnego kosza na śmieci.
Ogólnie rzecz biorąc ,nie chodzi mi teraz o lincz na psiej społeczności , ale jak mają o nas mówić inni jeśli sami się nie szanujemy. Wychodzimy z naszymi psami na to siku/kupa przeważnie w to samo miejsce, po części nasz mały kawałek domu . Nie lepiej trochę o nie zadbać?! Z szacunku do samego siebie.

Druga sprawa jest znacznie cięższa bo dotyczy węższego grona.( Dam, dam, dam, .....
Psiarz versus psiarz . 
Czyli jak zniszczyć piękny , dzień gdy świeci słońce a  ptaszki śpiewają....
 Takich sytuacji jest wiele ale przytoczę sobie naszą ostatnią przygodę.
Idę sobie po polu i oczywiście już  z daleka wiem czym mi tu pachnie.  Pytajcie.  Nie wiem , to się po prostu czasem wyczuwa. Biegnie do nas radosny el lablador. Super fajnie . Cieszy się wyszedł na dwór , właścicielka napiernicza nordic walking milion metrów od psa. No generalnie  sielanka bo pani wróci wybiegana a i pies też  ;) ale ludzie błaaaagam nie psujcie spaceru też innym. Rozumiem ,że psiak radosny oczywiście standard "on chce się tylko przywitać " ale nigdy nie wiecie czy drugi pies (a w  takich sytuacjach i właściciel ;) ) też tak bardzo chce się przywitać.
 Set nie zaczepia innych psów,olewa je chyba ,że inny jest bardzo nachalny lub sobie grabi to potrafi się odezwać na swój samczy sposób.    Jednak tu nawet nie chodzi sytuację " ął ęł " ;bo mój rasowyyyyyy ; bo mój jest bardziej wychowany to może , a pani niech swojego w takim razie trzyma na smyczy a a co!  no. okej .
Ale w sytuacji gdzie obie osoby kroczą sobie przez pole gdzie psy mają luuzz, każdy jest wolny. Wszyscy są równi ;) moglibyśmy się szanować , chociażby ze względów bezpieczeństwa.
Niestety to tylko zwierzęta i nie wiadomo jak na siebie zareagują . Zresztą nie tylko zwierzęta ......  ale  kto nigdy nie chciał nikomu przydzwonić, z różnych okoliczności losowych  niech pierwszy rzuci kamieniem :p Tak wiec trzeba mieć czasem ograniczone zaufanie do swojego psa.
Już dawno dawno temu ,spotkała mnie sytuacja gdzie  z moim podrostkiem na spacerze ,  bezpański psiak wielkości mojego podszedł do nas i ni z tego, ni z owego rzucił się na Seta.
 Tak więc ,owa przytoczona pani  ani me ani be ani pocałuj mnie w dupę . Idzie dalej , pies biegnie w naszą stronę . A kultura by się przydała . Dlaczego tylko jedna z osób ma "fatygować" się i zapinać swojego psa na smycz ? O ile łatwiej byłby zapiać oba psy , kulturalnie się minąć i lecimy dalej na nasz super spacer. NIE bo po co .
Można też zapytać  , "czy mogą się pobawić" . O ile byłoby łatwiej.
  Niestety najczęściej jednak jest to wina  właściciela , który nie potrafi upilnować bez smyczy swojego psa.
Nie wiem jak zostanie odebrany post ale mam nadzieję ,że nie pod kątem  : baba jest chamska , przeszkadza jej cały świat i ogólnie ma chimera w dupie ...;) ale we wspomnianej kwestii jest  prosta sprawa -  bezpieczeństwo.
 Psy są różne , albo się dogadają albo im coś pyknie nie w tę dziurkę. I naprawdę nie chciałabym się znaleźć w centrum walki dwóch 30 kilogramowych psów .W tym wypadku moja reakcja byłaby inna i zapewne dziecka , które można podstawić do tej sytuacji.  Idzie sobie takowe  ze swoim psem na smyczy i podbiega do nich inny bo pani/u nie chce się na chwile zapiąć smyczy .   Psy się żrą , adrenalina , a mały właściciel w impulsie rzuca się do ich rozdzielania z obawy ,żeby jego pupilowi nic się nie stało . Tragedia gwarantowana.
Kolejna  sytuacja pt " mój jest mały więc może biegać luzem a pani jest duży wiec powinna go pani trzymać na smyczy... "witki więdną na samą myśl o zagłębianiu się w temat więc nie ciągnę dalej tematu .
 iiiii ostatnie żale na dziś.....
Zero community -  integracji , kultury ,jakkolwiek to nazwać . Nie wiem ale naprawdę ...; może niektórzy stwierdzą ,że potrzeba mi maść na ból tyłka ;ale   tak jak fajnie jest mieć swoje grono "psich" ludzi i jest wszystko okej . Masz swoją paczkę , wszystko dobrze dopóki nie wchodzi ktoś nowy , albo z "wrogiego obozu". Trzeba znaleźć słabszą , nieobcykaną w internetach ofiarę , zjechać do parteru i pokazać kto rządzi w tym internecie niczym cesar millan. yyeeah skasowany. Róbmy screeny bo zaraz coś zniknie 😱😱!
Dyskusje internetowe są fajne  , też lubię czasem zasiąść z popcornem i poczytać post pod którym jest więcej niż 60 komentarzy ;) ....ale są pewne granice...smaku. Bo owszem można sobie poczytać ciekawą wymianę zdań ale czasem wolałabym wiedzieć mniej i nie czytać o prywatnych brudach wyciąganych na tak szeroki zasięg. Ludzie się chyba trochę zapomnieli.  W internecie nic nie ginie a pewne informacje raz przeczytane będą krążyć w obiegu  , taka natura człowieka. Zanim więc  coś napiszemy można zastanowić się chwilę dłużej , ugryźć w język albo umówić  pod żabką i dać sobie po jednym ;)
A jako ,że siedzę w borderowym światku jakiś czas to muszę nawiązać do grupy na fejsie .Szczerze mogę przyznać się  ,że grzeszę ale rzygam już dramami na  borderowej grupie na facebooku - i tak wiem jak mi się coś nie podoba to mogę spadać. Jednak podziękuję i zostanę , bo jest tam również wiele mądrej treści , zdjęć i różne głupotki . Więc czego ja się tu czepiam  !?
Tego ,że wrażenie jest takie jakby każdy patrzył na siebie wilkiem i musiał udowodnić swoją mądrość.
Nie można napisać luźnego komentarza, trzeba przeanalizować jego treść , skonsultować z doktorem nauk  . bo zaraz w dyskusji znajdzie się ktoś kto nie przyswoi twojego argumentu a doczepi się do pisowni , literówki i ogólnie hihih ty debilu kup sobie słownik. Ja nie mówię ,że mamy srać wszędzie różowymi kwiatkami ale grzeczniej też można . Kwas zżera od środka. :)
Pozdrawiam i przemyśleń życzę , chociaż  pewnie znajdzie się ktoś kto stwierdzi ,że się mądruje :p .
 piękne nie kwaśne fotki poczyniły -  fot. DFP  , Maria-Juraszek-Fotografia-Amatorska ,paulinakoniecznafoto

poniedziałek, 27 lutego 2017

Up , up !

Chociaż tyle dobrego z tego 2017 roku ,że zaczął się on naszym wspięciem na osobisty Mount Everest. Tak ....wreszcie tam weszliśmy , mogę odhaczyć  jedną z trzech  rzeczy , które przyrzekłam sobie zrobić prędzej czy później.
Tadam!
Proszę państwa przedstawiam Wam  up, up . Sztuczkę ,która swoje początki pamięta z 2013 roku. Serio, nie ściemniam , zalążki nauki pojawiły się jeszcze w naszej starej miejskiej chacie i tłumaczyłam sobie ,że może nie mamy odpowiedniej ilości miejsca.
A teraz mogę powiedzieć : Uf , co to był za szczyt. Nie wiem kto był bardziej do dupy przy nauce tej sztuczki :p  ,  mój pies , czy moje beznadziejne naprowadzanie.
Zaczęło się niewinnie, cofanie na wysoki przedmiot. Coraz wyżej i wyżej a potem ryp. Pan S mylił sztuczkę z podnoszeniem tylnej łapki. A ja musiałam zmienić tory i swoją wizję nauki  by ukierunkować burka.  I tak próbowałam, próbowałam i lipa. Odpuściliśmy sobie i powracaliśmy  do ponownego zmierzania się z potworem w dłuższych odstępach czasu. I z tą częstotliwością dojechaliśmy do 2017 roku ! Woho .
Ta sztuczka zagięła mnie na tyle ,że obiecałam sobie w nagrodę psa ,jeśli tylko Seto zdoła się jej nauczyć ;) no tak....
za każdym razem gdy już myślałam ,że pyknęło cofaliśmy się o dwa kroki do tyłu. Tak w skrócie : używaliśmy książek,kaset, kartonów , aż w końcu pies skumał gdy do gry weszły moje dłonie na których musiał utrzymać się pionowo. (Początkowo chciałam napisać jak udało mi się go tego nauczyć ale niestety już dwa razy kasowałam , bo ta  "instrukcja" w moim wykonaniu nie miała ani ładu , ani składu. Być może ,że ten proces w naszym wykonaniu był bardzo skomplikowany :p ....bardzo trudno mi to wytłumaczyć bez gestykulacji. )
Jednak finalnie mogę mogę wreszcie napisać tak , wreszcie umiemy up up ! A więc teraz idziemy podbijać kolejne szczyty.
Pozdrawiam Paulina :) i zostawiam Was z tym pięknym zdjęciem ! Wreszcie .....
fot. Maria-Juraszek-Fotografia-Amatorska

środa, 28 grudnia 2016

Foto

Robiąc już od prawie 5 lat zdjęcia , moim kochanym Sony Alpha 500 (  Sony DT 18-55 mm f/3.5-5.6 SAM i od półtorej roku jego młodszym bratem TAMRON AF70-300mm F/4-5.6) czas nasmarować jakiś dłużysz post w tym temacie , zamiast tegorocznego  podsumowania 2016 roku :p . (niby nic mi nie zrobił ale bardzo mi się ten 16 nie podobał  ) .

....a więc jak to wszystko się zaczęło....


Dlaczego taki post na  blogu o psiej tematyce ?   Psiarze chyba nie mogą zaprzeczyć ,że wraz z pojawieniem się szczeniaczka "do zestawu" powinni dołączać jakiś aparat albo sesję zdjęciową :p. Taki mankament w tym psim światku, który wcale a wcale mi nie przeszkadza ;) a wręcz bardzo miło  ogląda się te szczeniaczkowe sesje w nowych domach :) . No i jak można się już spodziewać zjawisko to nastąpiło także u mnie , natężenie ja i aparat znacznie wzrosło i  od tego wszystko się zaczęło. A tym czymś był oczywiście ten puszek
(jedno z pierwszych zdjęć jakie poczyniłam lustrzanką :p , ponieważ wcześniej była w posiadaniu innego członka mojej rodziny )


 Pierwsze ze zdjęć wyglądały dość podobnie :p pstrykane bo pstrykane a dopiero później zaczęły się bardziej "pozowane" jednak nie oszukujmy się , wciąż jakoś nie mogłam znaleźć tego czegoś :p

 (proszę zauważyć to przygotowanie do sesji w postaci kocyka :P )
 pomijając to ,że tylko na automacie udało mi się uratować foty a te na manualnym wyglądały bardziej jak to poniżej.
Wciąż jednak coś ciągnęło do zrobienia idealnego zdjęcia, takiego które bardziej by mi się podobało. I gdy już skończyłam z automatem i zaczęłam bawić się innymi opcjami , zaczęła się prawdziwa  zabawa.
 <---- tutaj pierwsze próby , ewidentnie nie pyknęło , ale kiedy później zaczęło coś wychodzić to wkręciłam się w to całkowicie i na jakiekolwiek dłuższy spacer bym nie szła , brałam ze sobą aparat.
Efekt. ..... pierdyliard zdjęć na dysku.
Co trwało jeszcze co najmniej dwa lata i dopiero później zaczęłam oszczędzać ten mój biedny aparat. I hamować się z ilością pstrykania .

Ale wszystko małymi krokami, pierwszy punkt mojej przygody z aparatem skupiał się na tym ,żeby obiekt widoczny na zdjęciu wyglądał możliwe najprzyzwoiciej :p tj. nie zamazane , ostry iiii śliczniutki ;p ( jeśli chodziło o tego tutaj kejterka)
A później przyszła pora na scenerię i sytuacje w których przy zwykłym spacerze czy też drodze do szkoły  zaczęłam zauważać miejsca ' o kurcze tu mogłyby wyjść całkiem fajne zdjęcia' :p coś  jak w wypadku dzikiego zboczenia pojawiając się w nowych miejscach ' ooooo jakie dobre miejsce na trening z psem'; )

A wiec mamy już dwa punkty : wariacje na manualu i TŁO, przy którym odkryłam kolejny punkt tajemnicy aparatu ; mianowicie ŚWIATŁO.

I muszę przyznać ,że na tym właśnie opierają się na dziś dzień moje całe "zdolności" :p bo jeśli znajdę dobre światło to fotka ; w moim mniemaniu; jest całkiem całkiem okej , w innym już niestety tylko całkiem znośna i cofnięta do 2011 roku.





No i kolejne kluczowe słowo , którego usiłuję się trzymać to  KADR , jednak z tym to już różnie aczkolwiek nastąpił znaczy progres :p 
odstęp czasu trzy lata  , sztuczka niby ta sama , człowiek też , border jest :p A jednak druga fota znacznie bardziej uderza w mój gust , pomijając już fakt ,że akurat tutaj nie spełnił mi się jeden z punktów.....ostrość. 

Zdjęcia w statyce załatwione . czas na odwieczną walkę : zdjęcia w ruchu 
tu tak naprawdę jest loteria , czasem mam wrażenie ,że zdjęcie wyszło super hiper , staje na rzęsach , latam po tych ustawieniach iso nie iso :p  kładę się na mokrą ziemie parzę na aparat whoooh ale fota , po czym wrzucam zdjęcia na komputer i okazują się totalną kichą. 
Ale ale ale  ,  tak jak zdjęcia portretowe jako tako mi się podobają, tak te w ruchu pozostawiają niedosyt , bo nigdy nie jest tak jakbym chciała , mimo iż tu chyba bardziej się coś  ruszyło........ chociażby kadr :p



tu na zdjęciu poniżej ruch i kolejne magiczne słowo czyli PROGRAM 
w wypadku usunięcia linii pomógł mi picassa natomiast na co dzień jest przy mnie mój niezawodny Photoscape ; jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ; a marzyłby się taki lightroom :p 
Cudów oczekiwać nie można ale da się w małym stopniu czasem coś uratować i ewentualnie trochę pobawić się intensywnością

Gorzej z fotami gdy pojawia się mój czarny diabeł a mogłoby  się wydawać ,że nie całkiem taki czarny :p 
5 lat razem a i tak czasem ciężko zrobić mi zdjęcie w ruchu żeby nie był zamazany albo statyczne ,bo przeważnie nie widać jednego oka....

Jednak jakby na to nie patrzeć z każdym rokiem jestem coraz bardziej zadowolona z tego co widzę i chyba to mnie cieszy najbardziej. Nie dość ,że sprawia mega frajdę , to i zostaje  pamiątka.   I tak jak i przed Setusem zdjęcia byłby dla mnie bardzo ważne tak i teraz kiedy to ja stoję po drugiej stronie aparatu są jeszcze ważniejsze , zwłaszcza kiedy mogę iść na spacer w fajnym gronie, psy "wybiegane" , a ja mogę bawić się i stwarzać swoją rzeczywistość (czasem brzydkie miejsca mogą na zdjęciach wyglądać całkiem magicznie ;)  jednocześnie dając znajomym pamiątkę  ich pupilu w formie zdjęć.
Więc nawet jeśli wymagało by to wielu prób i błędów, twórzcie swoje własne magiczne spojrzenie na świat bo to całkiem miła i przyjemna sprawa kiedy spod naszych rąk wychodzi coś z czego jesteśmy zadowoleni ;)  Zdjęcia same w sobie są ważne , pomijając to  czy chodzi o te psie czy nie.


 Najlepsze  dla mnie to takie których mimo wszystko  nie publikuję i z całą stanowczością nigdy nie będą widniały na fejsbukach czy instagramach . Mówiąc szybciej : zdjęcia są fajne= wspomnienia są fajne . Dlatego róbcie zdjęcia  bo " ludzie się zmieniają a zdjęcia nigdy " 
Życzę Wam więc wielu zdjęć w tym 2017 roku , a sobie na kolejne lata żeby moja przygoda z aparatem wciąż była kwitnąca.

Szczęśliwego Nowego Roku ! I niech zdjęcia będą z Wami !

środa, 21 września 2016

ło ło ło ło work


 Na taki to fajny cytat wpadłam ostatnio w internecie....
Skończyło się gadanie i jakoś od połowy sierpnia powróciliśmy do regularnej aktywności. Chodzenie, trochę fikania, sztuczki, rozproszenia w mieście. Generalnie jakieś tam małe dłubanki do "wielkich" rzeczy. No wiecie , takie puzzle żeby potem pokazał nam się piękny obraz ;)
 Zasięgnęłam do mojego treningowego zeszytu ,który był prowadzony z większym lub mniej powodzeniem , w którym to zapisywałam sobie tyle wskazówek ile udało mi się zapamiętać po warsztatach a także jakieś tam moje "złote myśli"  z naszych podwórkowych treningów. I muszę przyznać , że nawet nawet udawało mi się stosować  do pewnych rzeczy podczas treningów.
 No i jak to  bywa ,musi coś się spaprać dla równowagi ,żeby nie było za kolorowo ;)Jako tako zaplanowałam sobie różne aktywności dla Secia dlatego  w x sobotę września mieliśmy zaplanowany wypad nad jezioro by pies mógł sobie popracować nad mięśniami w  wodzie . I bach dwa dni wcześniej kaszel, kaszel , kaszel. Vet, antybiotyk i m4. Nagły stop dla ambitnych planów zdecydowanie nie poprawia humorów i jeszcze ta jesienna aura , która wpadła do nas z dnia na dzień.
Iiiii gdyby to była normalna jesień pewnie znowu odłożyłabym nasz treningowy zeszyt w kąt , ale chyba trochę pozmieniały mi się styki , bo przecież ile można przechodzić tych jesieni w życiu i odstawiać sobie plany i marzenia na później. Stop. Kolejny dobry cytat, na który ostatnio trafiłam
 "Marzenia się nie spełniają , marzenia się spełnia "
tudzież jakieś nasze cele, które z roku na rok wyglądają tak samo a odkładam je na eee zaczniemy od wiosny, lata, sratatata.
Przeglądając ostatnio posty zauważyłam ,że dużo pozytywnej energii się u nas przewinęło , ale też w pewnym momencie coś pękło i ciążyło , ciążyło i odbijało się na pracy z psem a ciągnęło przez kawał czasu. Teraz chyba pyknęło znowu , tym razem już na dobre tory.
Nasze cele nie są jakieś szalone i ekstremalne , ale chce utrzymać burka w kondycji wystarczającej przez zimę,  żeby znowu potem się nie użalać nad powrotami do kondycji a ostatnio coraz częściej nam się to zdarzało. No bo kurczę , taki przykład : co roku wiem że będą zawody.łał, co za nowość . Wiadomo nie wiem czy uda nam się w nich uczestniczyć ale nie są też one zaskoczeniem. A pamiętam tylko jedne na które pojechaliśmy przygotowani i zestresowani bo był to nasz pierwszy start w tossie we Wrocku. Gdzie tu sens :D? Zawsze wszystko ciągnie żeby jechać. Czasami spontanicznie, ale chciałabym żeby nawet "na spontanie" pies był w wystarczającej kondycji by przepracować całą rudne a i w główce było poukładane żeby skupić się na ten czas.
Czuję się jakbym robiła już noworoczne podsumowanie odnośnie tego co chcemy osiągnąć w nowym roku , ale właśnie ! Po co tyle znowu czekać !
I proszę nie pomyśleć ,że chcę cisnąć tu na jakieś sportowe ambicje :p ale chcę  jeśli zdrowie nam na to pozwoli móc wystartować z Setem w przyszłym sezonie , pogłaskać się po głowie i dostać prezent w postaci ładnych rund, z których to będę zadowolona; a bo ładnie się skupiał czy to może nie uda mu się nie zgnieść żadnego dysku.
Tak pokrótce ma to wyglądać :p
A jako ,że nadchodzi sezon jesiennego przygnębienia a co zauważyłam w psim środowisku również wiele osób popada w stan jesiennej hibernacji i plany ulegają małemu zderzeniu z szarą zimową rzeczywistością. Może czas to wreszcie zmienić ....wchodzicie w to  z nami ;p ? !

środa, 14 września 2016

I Dogtrekking Sława - 2016

Jakiś czas temu , a dokładniej było to 20 sierpnia wzięliśmy udział w pierwszym naszym dogtrekingu  , ale także w pierwszym takim organizowanym w Sławie , wcale nie taki kawał drogi od nas.
link do wydarzenia
Długość trasy ok. 10km,no to   pieski mogą jechać fikać. A co najważniejsze zebrane pieniążki zostały przekazane na Głogowskie Stowarzyszenie Pomocy Zwierzętom AMICUS .
No więc decyzja , jedziemy ! W składzie Weronika i Zee, Agata i Sara , Klaudia i Abi oraz Ala i Gabi w ramach późniejszych pokazów frisbee. 
od lewej: Holy, Zee, Setu, Gabi, Abi
I jak to zawsze przed czymś nowym pojawił się pytania typu : ty ale my tam musimy biec te 10 km czy co :p.
no i  bynajmniej nie biegłyśmy ; ) a wręcz hmmm  podziwiałyśmy przyrodę :D żałując w niektórych momentach ,że żadna z nas nie wzięła aparatu. I tak pierwsza osoba przekroczyła metę z czasem 57min , do teraz mam wow i ogromne gratulacje ! Gdzie my przycumowałyśmy do mety w 2 h 42min . Ale też dostaliśmy oklaski , czując się jak gwiazdy na fashion weeku ;p

Sama trasa minęła nam bardzo miło ! Bardzo :D Dostałyśmy mapki na których były wyrysowane 4 punkty kontrolne , które trzeba było zaliczyć a dla nas były to miejsca na krótki przystanek , nawodnić psy i ruszyć dalej. Polem , lasem, drogą , niby 10 km gdzie tu się zgubić ale jak spotkają się 4 kobiety to i tak każda ma swoją wizję drogi :D tu jest przystanek no i my tu i dalej gdzie ta ulica czy ta .
Przy każdym punkcie kontrolnym otrzymywaliśmy karteczkę z numerkiem. I na następny dogtreking trzeba mianować Agatę kierownikiem trzymania kartek bo dobrze odwaliła swoją fuchę :D  i doniosła wszystkie nasze karteczki całe i zdrowe na metę ,kiedy to ja swoją pierwszą po chwili gdy dostałam zaraz  gdzieś zgubiłam :p

Po dotarciu na metę mieliśmy jeszcze chwilę na odpoczynek , psy wskoczyły do wody. I jakiś czas później rozpoczęły się pokazy flyballu i dogfrisbee.
Był to nasz pierwszy dogtreking  ale jeśli każdy ma tak wyglądać to czekamy już z niecierpliwością na kolejny , który jest już zaplanowany na 8 październik link do wydarzenia 
!

Co do samej organizacji , ojej ogarniecie takiej imprezy na pewno nie jest łatwe  ale wszystko było dopięte na ostatni guzik , a bynajmniej jakiegoś ewentualnego zamieszania nie dało się odczuć :) Pani Justyna wykonała kawał ciężkiej roboty.
pokazy, atrakcje , upominki , dzięki którym chyba wszyscy poczuli ,że nie ma przegranych, bo naprawdę każdy dostał jakiś upominek i piękne dyplomy co było bardzo miłe  !  A jeszcze pieniądze poszły na fajny cel. Dwa w jednym zabawa dla nas pomoc dla innych.
 No i mam nadzieję ,że na następnych zawodach widzimy się w podobnej ekipie !
Pozdrawiam P&S

fot.GminaSława